Śmierć Yan Yuana i zmaganie człowieka z Niebem

Analekty Konfucjusza to w istocie historia pełna smutku— i jak się przekonamy, musi taka być. Konfucjusz krótko przed śmiercią doznał wielkiej tragedii: jego najszlachetniejszy i najbardziej umiłowany uczeń, Yan Yuan, odszedł w trzydziestym pierwszym roku życia. Ból był tym dotkliwszy, że Yan Yuan był wybranym następcą, który miał odziedziczyć szkołę i nauczanie mistrza. Dlatego też Konfucjusz lamentuje: „Niebo mnie niszczy” (Analekty 11.9).

Aby to zrozumieć, trzeba sięgnąć do dzieła jego życia. Utalentowany i szlachetny człowiek ze zubożałej arystokracji, Konfucjusz przejął się głęboko otaczającym zepsuciem i rozkładem państwa. Pragnął przywrócić obyczaj i rytuały dynastii Zhou, a tym samym odbudować władzę opartą na zasadach moralnych i dobru wspólnym. Poświęcił temu wiele wysiłku, zwłaszcza przez dwanaście lat pod koniec życia, kiedy jako wędrowny nauczyciel szukał władcy gotowego wcielić jego idee w życie.

Podróżował z gronem uczniów, nieraz bez grosza, odrzucany i wyśmiewany, nie widząc owoców swej pracy. Przez długi czas Konfucjusz był przynajmniej przekonany, że wie, dokąd zmierza — opierając się na niezłomnej pewności swego posłannictwa w świecie: był nauczycielem cnoty i odnowicielem Zhou. W Analektach (2.4) mówi: „W pięćdziesiątym roku życia pojąłem Dekret Niebios” — a jego wędrowna kariera zaczęła się właśnie w wieku pięćdziesięciu trzech lat. Może i znosi trud i niepowodzenia, lecz taki jest jego los jako odnowiciela Zhou; wielka sprawa warta poświęceń, strat i wzgardy. Dlatego ulotne obietnice bogactwa (7.12) czy zaszczyty płynące z udziału w upadłym porządku (8.13) są mu zbyteczne — Konfucjusz mówi o tym tak, jakby tłumaczył samego siebie. Wcześniej przecież, piastując urząd ministra rytuałów w Lu, próbował ukrócić wpływy skorumpowanych rodów, lecz skończyło się to jego przymuszonym wygnaniem. Przyjąwszy tę porażkę jako wolę Niebios, skierował wzrok ku jeszcze wyższemu celowi.

Jednak z każdą kolejną klęską rysował się inny horyzont. Niebo nie „współpracowało” z nim nad jego planem — raczej posługiwało się nim wedle własnego planu. Planu, który wyniósł Analekty na poziom nieosiągalny dla dzieła napisanego przez samego Konfucjusza. Lecz jakże ta ostateczna porażka — brak urzędu, brak uznania, brak Yan Yuana — mogłaby okazać się czymś więcej niż spełnienie jego nadziei?

Konfucjusz był człowiekiem wybitnym pod wieloma względami. Niemal dwa i pół tysiąca lat temu sformułował wyrafinowane idee cnoty, odpowiedzialności publicznej i dobroczynności, kładąc podwaliny pod najbardziej osławioną cywilizację Azji. Jednak wedle własnej, wysokiej miary moralnej nosił też skazy.

Szlachetny uczeń Yan Yuan jest najważniejszy właśnie dlatego, że sam mistrz uznaje go za najważniejszego. Jego odejście jest osobistą stratą, bo tylko Yuan był godnym narzędziem do przekazania Drogi cnoty. „Miłuje naukę” (6.3) i oddaje się jej z wielką pilnością i powodzeniem. Mimo to Drogę cnoty ponieśli dalej pozostali uczniowie z różnorodnym zestawem talentów i słabości, i niekiedy kwestionując pomysły Konfucjusza. I jest w tym mądrość, bo cnota musi być stosowana w rozmaitych praktycznych okolicznościach i w różnych ludzkich charakterach. Konfucjusz z Analektów wydaje się momentami subtelnie surowy i jednostronny. Nie jest sztywnym legalistą — naprawdę miłuje życzliwość, prawość i harmonię — lecz mniej troszczy się o konkretnych ludzi. Widząc Zai Yu śpiącego w ciągu dnia, karci go gwałtownie, mówiąc o „spróchniałym drewnie” i „ścianie z gnoju”.

Innym wymownym (i budzącym spory w komentarzach) przykładem jest spotkanie z Yuan Rangiem (14.43). Yuan Rang, podobno stary przyjaciel, siedzi z nogami skrzyżowanymi, co w starożytnym Chinach uchodzi za brak szacunku. Oto, co za to słyszy:
„Nie być skromnym ani uległym w młodości, nie przekazać niczego wartościowego w dorosłości, a w starości nie chcieć umrzeć — to właśnie nazywam szkodnikiem” (lub: „złodziejem”).
Po czym Konfucjusz uderza go laską. Cokolwiek by o tym myśleć, zachowanie to wydaje się przesadne. Skoro trudno napominać wpływowych watażków — o czym zaraz — to jaki jest sens tak ostrego besztania starego przyjaciela tylko za to, jak siedzi, gdy obaj są sam na sam? Publiczne rytuały mają znaczenie o tyle, o ile uczą, podtrzymują i szerzą cnotę oraz tradycję — lecz w tej sytuacji mistrz zdaje się ulegać emocjom.

Przywiązanie Konfucjusza do idei przywrócenia Zhou (z sobą samym u boku władcy) przejawia się w innych subtelnych problemach. Jedną z nich jest skłonność do zadawania się z buntownikami i oportunistami (17.5, 17.7). Gdy wierzysz, że jesteś wielkim odnowicielem, a możliwości dobrania się do władzy nie nadarza się łatwo, zaczynasz iść na kompromisy i narażać się na to, że ktoś posłuży się tobą dla własnych celów.

Ten brak praktycznej przenikliwości ujawnia się też w skłonności do autorytatywnego, a niekiedy oderwanego od realiów, wypowiadania się na tematy rządzenia — w duchu “generała z fotela”. Jego zamysł osłabienia trzech rodów Lu poprzez zburzenie murów miejskich zakończył się wielką klęską, która przyczyniła się do jego wygnania. Gdzie indziej chwali rządy oparte na jasno określonych rolach, niedziałaniu i hojności, jakby były one samowystarczalne (12.11). Zasady te są głębokie i piękne w jakimś sensie, lecz w obliczu chaosu Okresu Walczących Królestw — gdzie zdecydowane działanie i czujność dawały nieporównanie większe szanse — pozostają gruntownie niewystarczające.

Ostatnią znamienną cechą jest silne przywiązanie do rytuałów, które Konfucjusz ukochał jako powołanie życia: jest nadmiernie pewny, że działają, i z reguły odrzuca ich modyfikowanie. To pierwsze staje się często podstawą jego „fotelowogeneralskiej” postawy (wystarczy właściwie odprawiać rytuały, a problemy same się rozwiążą). To drugie objawia się w mało przekonującej odpowiedzi na zastrzeżenie Zai Wo, że trzyletni surowy post żałobny jest zbyt długi (17.21), oraz w kwestii pogrzebu ukochanego Yan Yuana. Uczniowie postanowili ufundować bogatszy pochówek tak znakomitemu przyjacielowi, lecz Konfucjusz — mimo swego przejmującego smutku — znajduje czas na drobiazgową krytykę grzebania człowieka niskiego stanu w ten sposób (niezrozumiale zapominając o tym, że Yuan był ceniony jako wybitny i szlachetny mędrzec).
Wszystkie te słabości razem wzięte sprawiają, że los (ming) Konfucjusza — tak jak on sam go pojmował — był niepełny, bo wyrastał z zawężonej i jednostronnej wizji rzeczywistości. Yan Yuan stał się dla niego jedynym doskonałym następcą, zdolnym do mistrzostwa w grze, którą mistrz sam ukochał. Był czysty, doskonały, łagodny, zadowolony z grubego ryżu i ramienia za poduszkę, nigdy się nie wahając, nigdy nie kwestionując, nigdy nie powtarzając błędu. A jednak Yan Yuan reprezentował jeden kierunek spośród wielu: legendarny mędrzec bez cienia wady ani przywiązania do czegokolwiek poza nauką — lecz nie będący rozwiązaniem innych problemów społeczeństwa.

Zilu, Zigong, Zengzi, Zixia i inni — oni nie byli jak Yan Yuan. Nie „miłowali nauki” w równym stopniu. Lecz Niebiosa posługiwały się dyplomatami, ministrami, pisarzami, a nade wszystko urzeczywistnieniem Drogi Cnoty w zawiłościach rzeczywistości. Zilu pozostał impulsywny nie bez powodu: waleczność i żarliwe poczucie sprawiedliwości leżały w jego naturze. Faktycznie “nie umarł śmiercią naturalną”, ale zginął honorowo jako wasal broniący swego pana — dowodząc, że Droga doskonali również wojowników. Zigong stał się zamożnym kupcem i dyplomatą, który rozsławił nauczanie Konfucjusza w wielu państwach. Zengzi był wśród tych, którzy spisali kluczowe doktryny i poprowadził szkołę, przekazując nauki wnukowi Konfucjusza Zisi, który z kolei nauczał Mencjusza.

Różnorodność zrodziła ostatecznie bogactwo — gdyż rozmaite charaktery i talenty znalazły swoje spełnienie. Konfucjusz nie przywrócił królestwa Zhou, lecz z jego dzieła wyłoniła się po tragedii Okresu Walczących Królestw odnowiona kultura i cywilizacja. Dostrzec to z wyprzedzeniem jest jednak zazwyczaj trudno. Człowiek kocha swój cząstkowy obraz powołania, bo właśnie on pomaga mu wytrwać wśród trudów i przeciwności. Po drugie, z trudem przychodzi mu dostrzec, że inni mają swoje własne, odmienne cząstkowe wizje — tak jak Konfucjusz nie potrafi zrozumieć Zilu, szlachetnego wojownika, ani pojąć — przynajmniej wprost — tragedii jego śmierci. Obie te trudności przezwyciężają jedynie ci, którzy widzą źródło wszystkiego w sile niezmiernie wyższej od siebie — subtelnej, łaskawej, a przez to ostatecznie niepojętej, bogatszej i bardziej wyrafinowanej niż ludzka wyobraźnia. Na tym polega doniosłość finału Analektów: jest to w ostatecznym rozrachunku opowieść o człowieku służącym Niebu, o głębokiej trudności tej służby, ale też o owocach, jakie ona przynosi — owocach przerastających wszystko, na co mógł liczyć.

Konfucjusz zdaje się w końcu to pojąć — choć kosztem głębokiego bólu własnego serca (Analekty 2.4):
Konfucjusz rzekł: „W piętnastym roku skierowałem myśl ku nauce. W trzydziestym stanąłem pewnie. W czterdziestym przestałem się wahać. W pięćdziesiątym pojąłem Wyroki Nieba. W sześćdziesiątym ucho stało się mi posłusznym organem przyjmującym prawdę. W siedemdziesiątym mogłem iść za głosem serca, nie wykraczając poza to, co słuszne.”
Co wydarzyło się w wieku siedemdziesięciu lat? Yan Yuan zmarł w trzydziestym pierwszym roku życia. Sam Konfucjusz żył lat siedemdziesiąt jeden lub siedemdziesiąt dwa i odszedł pogrążony w żałobie po śmierci Zilu. W tym czasie znalazł pewną naukę: przed siedemdziesiątką nie mógł iść za głosem serca, nie wykraczając poza to, co słuszne. Dlaczego? Być może dostrzegł, że jego serce pragnęło politycznej odnowy, doskonałych rytuałów i szkoły wydającej samuch Yan Yuanów — lecz Niebiosa nie raczyły się zgodzić.
Oto inny cytat (7.5) sugerujący tę właśnie przemianę — jakby mistrz żartował z „upadku” czegoś, co w istocie dobre nie było:
Mistrz rzekł: Jakże upadłem! Minęło już tyle czasu, odkąd przestałem śnić o księciu Zhou!
Żadnej politycznej odnowy. Żadnych doskonałych książąt. Żadnego starania się o względy mądrych królów. Zamiast tego: nauczanie ludzi różnorakich charakterów w ubóstwie i zapomnieniu — i przez to właśnie hartowanie własnej cnoty aż do końca.


Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *