Szczerość jako fundament w „Doktrynie Środka”. Pesymizm Xunziego jako oznaka wad jego doktryny: dlaczego rozmycie obiektywnego porządku moralnego prowadzi do rozkładu

Kiedy człowiek zamierza zbudować wielki dom, bada grunt. Oblicza materiały na ściany, podłogi, dach. Lecz jeśli zignoruje podłoże i np. wybuduje na piasku — wszystko to jest na próżno i ku katastrofie, bo jego budowla z pewnością runie.

Tak samo jest z kształtowaniem cnoty: musi się rozpocząć od fundamentu, jeśli efekty mają się ostać. Jak odróżnić solidny fundament od piasku?

„Doktryna Środka” głosi: „Szczerość jest Drogą Nieba; osiągnięcie szczerości jest Drogą Człowieka.” Wynosi ona szczerość na szczyt mądrości mędrca, jakby nie było innych równie ważnych cnót. Dlaczego tak jest? Wydaje się, że szczerość (właściwie rozumiana) jest zarazem szczytem i fundamentem cnót.

Zastanówmy się: czy człowiek może być szczerym pijakiem, szczerym oszustem, szczerym wrogiem własnej rodziny? Gdy taki pijak staje się szczery i patrzy w lustro, widzi swoją ruinę i staje wobec wstydu. Jego słabość do nałogu nie znika natychmiast, lecz szczerość kieruje go na drogę ku poprawie.

Dlaczego jednak sama szczerość zasługuje na większą pochwałę niż roztropność, przyzwoitość czy sprawiedliwość? Ponieważ w sposób zasadniczy pomaga gromadzić i rozwijać inne cnoty. Mędrzec kształtuje się każdego dnia przez podobne badanie własnego sumienia, które u pijaka rodzi skruchę. „Wiejski mędrzec” (Analekty 17:13) jest już z siebie zadowolony, bo przestrzega zwyczajów i jest lepszy niż pijak. W ten sposób staje się „złodziejem cnoty” (tamże), który przypisuje sobie to, czego nie osiągnął.

To podstępna pułapka, łatwiejsza do znalezienia nie w wiosce, lecz raczej w pałacu — i stanowi (jak sądzę) sedno sporu między Xunzim a wcześniejszymi uczniami Konfucjusza.

Mistrz Xunzi oglądał chaos okresu Walczących Państw i doszedł do wniosku: „Natura ludzka jest zła”, a „dobro natury jest wynikiem świadomego działania”. Bierzemy więc krzywe drewno ludzkiej natury i prostujemy je w warsztacie mędrca-władcy.

Rozważmy człowieka, który wchodzi w ten system. Nie czyni tego ze złej woli, lecz z pragnienia bycia dobrym. Z czasem uczy się powściągać swoje czyny; mówi w sposób roztropny i łagodny, kłania się, jak należy. Staje się wyrafinowany i jego miękka siła rośnie. Zewnętrzni obserwatorzy, widząc opanowanie form, uznają go za szlachetnego.

Tak oto inni widzą pałac cnoty. Lecz gdy człowiek ten jest z natury dumny, właśnie wtedy fundamenty tego pałacu mogą się rozpaść. Trudne, skromne życie było lekarstwem, które trzymało pychę w ryzach. Gdy zaczyna postrzegać siebie jako mędrca i człowieka sukcesu — pycha może powrócić z potrójną siłą.

Dzieje się tak, ponieważ system Mistrza Xunziego nie wycina pychy u korzenia Cnota przedstawiana jest jako najwyższa wartość, lecz jej korzeń zostaje osadzony wyłącznie w umyśle człowieka. To niechcący czyni „człowieka sukcesu” jedynym właścicielem własnej moralności. Jeśli cnota jest jedynie artefaktem lub formą, to ja jestem jej panem — i ostatecznie mogę ją kształtować wedle własnej woli. Xunzi by się z tym nie zgodził (ostrzegał przed pychą), lecz jego rozwiązania są dodane doraźnie i strukturalnie dopuszczają taki rezultat. Człowiek oportunistyczny może sięgnąć po młotek i wiertło ze swojego „zestawu narzędzi” — „jak wpływać na ludzi” — lecz nie po poziomicę i cyrkiel — „dlaczego powinienem wpływać na ludzi” (uczeń Xunziego a późniejszy bezwględy kanclerz Li Si jest jednym z przykładów).

Tymczasem Konfucjusz i Mencjusz skupiali się głęboko na rozwiązaniu strukturalnym: należy starać się o cnotę gorliwie, lecz z pokorą, ponieważ to Niebiosa udzielają zdolności do cnoty, jej wzorca oraz jej spełnienia.

Po pierwsze, w chwale największych nawet mędrców pierwszeństwo mają Niebiosa, a dopiero potem ludzkie osiągnięcie (Analekty 8:19).

Mistrz powiedział: „Jakże wielki był Yao jako władca! Wybitny był! Tylko Niebiosa są naprawdę wspaniałe, i Yao sam jeden wziął je za wzór. Tak ogromna i bezkresna była jego cnota, że lud nie znajdował słów, by ją wychwalać. Wzniosłe były jego czyny; wspaniałe jego osiągnięcia!”

Niebo jest tu miarą, ku której mędrzec się zwraca. Lecz jest też czymś więcej. Oto (Analekty 7:23):

Mistrz powiedział: „To Niebiosa obdarzyły mnie cnotą. Czego miałbym się lękać ze strony takiego jak Huan Tui?”

Huan Tui chciał go zabić, lecz Konfucjusz się nie lęka, pokładając ufność w Niebiosach. Jakby mówił: jestem nieustraszony, lecz nie dlatego, że oszukałem samego siebie sztuczką. Niebiosa mi to dały — i to jest kluczowe. Jest to część większego porządku, mającego realny sens, który nie może mnie wprowadzić w błąd. Zonaczmy (Analekty 2:4):

Mistrz powiedział: „W wieku piętnastu lat zwróciłem się ku nauce; w wieku trzydziestu lat ugruntowałem się; w wieku czterdziestu lat pozbyłem się wątpliwości; w wieku pięćdziesięciu lat zrozumiałem wyrok Niebios.”

Być zaawansowanym mędrcem to głęboko rozumieć swoje miejsce i cel w obiektywnym porządku moralnym — to, co nazywamy losem lub przeznaczeniem. Nie chodzi tu o nieuchronne koła losu, które odbierają wolność czy odpowiedzialność.

Przeciwnie, człowiek dobry wybiera to, co słuszne, ponad zysk. Człowiek naprawdę szlachetny dostrzega porządek Nieba i wybiera największe dobro spośród dostępnych dóbr — za każdym razem.

Lecz wyrafinowanie bez pokory często nie jest ani dobre, ani szlachetne. Ambicja i to, co słuszne, bywają wtedy przedstawione jako jedno i to samo poprzez teatr i manipulację: język cnoty służy usprawiedliwieniu ambicji, a uśmiech skrywa sztylet. Bez standardu wyższego niż własne kalkulacje człowiek kultywuje cnotę na papierze, lecz z coraz bardziej kuszącą ofertą zmiany planu ku wyrafinowanej niegodziwości.

Mencjusz i Xunzi różnili się zasadniczo w ocenie natury ludzkiej – tym czy jest dobra, czy zła – choć obaj mierzyli się z chaosem i osobistymi porażkami. Przyczyną różnicy może być to, co sugerowaliśmy: system Xunziego jest zasadniczo wadliwy, ponieważ nie ogranicza wcześnie pychy i ego poprzez swoje nauczanie, a przez to wszystkie inne praktyki zostają skażone. Gdy ktoś pości lub powściąga gniew, walczy nie tylko z pojedynczym popędem, lecz także z buntem ego: „Dlaczego mam to robić zamiast tego, co chcę?” Wielu przeciętnych ludzi czyni to na próżno, gdyż ćwiczenie staje się znacznie trudniejsze. Nieliczni silni i dumni mogą poskramiać niższe namiętności, jednocześnie ulegając rosnącej pokusie podążania za największymi pragnieniami: własnym sądem, własną chwałą, własną wolą jako sprawiedliwością. W ten sposób edukacja przekształca mały problem (człowieka niekompetentego i nieopanowanego) w problem wielki („nie sposób dogadać się z drapieżnym sępem pośród czempionów”).

W całości jest to zasadnicze zniekształcenie harmonii Drogi. Przyszłe zagrożenie moralne ukryte jest już w początkowej trudności – co sugeruje ostrożność. Lepszą i bezpieczniejszą drogą jest rozpoczęcie od uchwycenia pełnego obrazu porządku moralnego z należną czcią, z obowiązkiem nieustannego samodoskonalenia oraz z pokorą i szczerością jako fundamentem. Jak w „Wielkiej Nauce”, wszystko zaczyna się od uporządkowania własnego umysłu, a reszta podąża naturalnie.

Ci, którzy pragnęli kształtować swoją osobę, najpierw porządkowali swoje umysły; ci, którzy chcieli porządkować swoje umysły, najpierw czynili swoje intencje szczerymi; ci, którzy chcieli uczynić swoje intencje szczerymi, najpierw poszerzali swoją wiedzę; poszerzanie wiedzy polega na badaniu rzeczy.

Problem ten nie dotyczy jedynie Xunziego, lecz każdego, kto próbuje oddzielić kształtowanie moralne od obiektywnego znaczenia, standardu i autorytetu.


Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *