Matka Ziemia itd. – dlaczego lewicowi ekologiści nie cierpią technologii.

Matka Ziemia i inne wierzenia ekologistów –  Dlaczego ekologiści nie cierpią technologii, nauki i przemysłu. Chrześcijaństwo jako źródło “antropocentrycznej” “arogancji” 


W naszych czasach Azja robi ogromne postępy techniczne i przemysłowe, podczas gdy przemysł w Europie coraz bardziej się kurczy z inicjatywy różnych postępowych radykałów, Radykałowie Ci nawiasem mówiąc uważają, że nie kurczy się dostatecznie szybko i popełniają różne akcje propagandowe i bojowe (jak ostatnio wysadzenie kluczowej linii energetycznej w Berlinie).


Czy chodzić może o redukcję emisji CO2 i rzekome oratownie klimatu? Realistyczną redukcję dwutlenku węgla proponuje niewielka grupka klimatologów, jak np. James Hansen swego czasu najważniejsza postać ruchu ograniczenia CO2. W 10 lat da się wyeliminować większość energetycznych emisji CO2, odtwarzając scenariusz francuski z lat 80 i opierając się w 70% na energii jądrowej. Ale ekologiści nie cierpią energetyki jądrowej znacznie bardziej niż dwutlenku węgla. Chociaż rzekomo grozi nam właśnie jakaś katastrofa to i tak w Niemczech używa się energii z węgla i gazu i na raze się to nie zmieni .


Zrozumiemy dlaczego ekologiści nie cierpią technologii i nauki, jeśli sięgniemy do ich pism. Technologia będzie wtedy wyrazem  “arogancji” i “wyzysku” wobec Natury. Prawdziwa mądrość i świadomość to życie w zjednoczeniu z “Matką Naturą” i w głębokiej czci wobec niej. Ekologiści naprawdę wierzą, że Natura to wyższy byt metafizyczny (świadomy, stwórczy, o cechach boskich), którego wszyscy są częścią. Nie ma tak, że Ziemia to po prostu wielka, głucha skała pośrodku bezkresnej pustki, jak zakłada fizyka, ani tak, że całym światem materii rządzą niezmienne uniwersalne i bardzo precyzyjne prawa fizyki. 


Dlatego energetyka jądrowa może być widziana jako szaleństwo ludzkiej arogancji i wykroczenie przeciw Matce Ziemi złamanie najgłębszego tabu jakim jest rozbijanie samej materii.


Sama idea jest zbliżona do dawnego poganizmu, ale usuwając całkowicie jego twardy rdzeń wymagań etycznych i społecznych: powściąganie swoich pasji, obsiewanie pola, dbanie o rodzinę i obrona własnego narodu były u wielu pogan nienegocjowalnym sine qua non istnienia. Liberals tego nie akceptują, liczą się doświadczenia, emocje, nieograniczona wolność. Zostaje za to świat jako Absolut i Jednia, z którego wszystkie inne byty (w tym człowiek) emanują. Ekologiści czasem sami uznają to połączenie z dawną religią, jak również uznają i to, że antropocentryczna kontrola nad naturą jest pomysłem chrześcijaństwa (mimo w oczywisty sposób wrogiego stosunku do chrześcijaństwa). 


Jeśli Natura to Absolut i Jednia to należy ją czcić, a nie badać prawa świata i zaprzęgać je w wodze technologii. Jeśli zaś Bóg istnieje poza światem, to mógł martwą naturę urządzić wedle “miary, liczby i wagi” jak mówi księga mądrości i uniwersalnych praw; i zostawić człowiekowi by ją poznał i ulepszał. Ekologiści zdają się to widzieć, co osobliwie jest tylko większym powodem by technologii się pozbyć.



Przedstawię zatem wybór cytatów z różnych artykułów ekologistów i załącze też do tekstu wersje angielskie by każdy mógł przeczytać i znaleźć oryginalne źródła=


(Lynn White, Jr., The Historical Roots of our Ecologic Crisis,)Chrześcijaństwo zachodnie jest ‘najbardziej antropocentryczną religią, jaką widział świat’. Ten jawny antropocentryzm daje ludziom przyzwolenie na eksploatację natury w nastroju obojętności wobec integralności obiektów naturalnych. (…) Chrześcijaństwo ‘nie tylko… upierało się, że wolą Boga jest, aby człowiek eksploatował naturę dla własnych celów’, ale także ‘ustanowiło dualizm człowieka i natury’”.


To znaczy chrześcijaństwo zerwało z panteizmem, twierdząc, że człowiek, będąc obdarzony wolą i rozumem przekracza świat natury. Intelekt przekracza niewspółmiernie świat nieożywionej materii, roślin, kierowanych instynktami zwierząt. Sukces nauki i technologia jest właśnie dowodem wyjątkowości intelektu; że optymizm i pewność poznawcza pochodząca z chrześcijańskiej wizji Boga i człowieka jest prawdziwa. Precz z Bogiem mówi ekologista i zatem na pohybel cywilizacji.


(Bill Devall and George Sessions, Deep ecology: Living as if nature mattered,) “Świadomość ekologiczna i głęboka ekologia stoją w jaskrawym kontraście z dominującym światopoglądem społeczeństw technokratyczno-industrialnych, które postrzegają ludzi jako istoty izolowane i zasadniczo oddzielone od reszty Natury, jako nadrzędne wobec reszty stworzenia i nim zarządzające. Jednak pogląd o człowieku jako oddzielonym i wyższym od reszty Natury jest tylko częścią szerszych wzorców kulturowych… Kultura Zachodu popadła w rosnącą obsesję na punkcie idei dominacji: dominacji ludzi nad naturą pozaludzką, męskości nad kobiecością, bogatych i potężnych nad biednymi, oraz dominacji Zachodu nad kulturami niezachodnimi”.


Ekologista staje się utopistą, wyobrażając sobie jakiś utopijny stan jedności z naturą, a pomijając, że wpływy pogańskie tworzyły bardziej bezwględne i opresyjne kultury niż wpływy chrześcijańskie, oscylujące gdzieś między twardą taktyczną logiką mniejszego zła i przetrwania, a jawną afirmacją bestialstwa u Komanczów albo Asyryjczyków.  Jasne jest, że przyroda jest bezwzględna: drapieżnik zabija by przeżyć, albo ginie stratowany przez słonia na przykład. To nie jest bajka o jelonku Bambim. 


Wyższą moralność człowieka stworzyła nie natura, a sumienie i rozum: to dokładnie jest podstawa Konfucjusza i Arystotelesa. Z drugiej strony bezwzględność natury i brutalna walka o przetrwanie zostały ukoronowane przez Darwina jako siła twórcza i życiodajna ewolucji biologicznej, inspirując całe rzesze nienawistników i podżegaczy, z których najsłynniejszy był niemiecki akwarelista, autor Holokaustu  i Drugiej wojny światowej (pisałem o tym w ostatnim rozdziale książki Uniwersalny Priorytet przyczyn celowych). Niemcy, wliczając w to partię Zielonych wiedzą o tym bardzo dobrze. Oto, co pisze bardzo prominetna ekologistka Charlene Spretnak w “The Spiritual Dimension of Green Politics”

Moje pierwsze wywiady przeprowadziłam z posłami Zielonych w Bundestagu. Zadawałam pytania dotyczące całego spektrum polityki Zielonych, a potem, pod koniec, każdego z nich pytałam: „Czy istnieje duchowy wymiar polityki Zielonych?” Prawie wszyscy odpowiedzieli twierdząco, po czym zapytałam: „Jak się to objawia? Nie dostrzegam, żeby poświęcano temu dużo uwagi.” Wtedy często spuszczali wzrok lub wpatrywali się w okno, by w końcu wyjaśnić, że ponieważ Naziści zmanipulowali religię – zwłaszcza przedchrześcijańską, opartą na Naturze religię (nordyckie mity i „świętą” niemiecką ziemię) – wprowadzanie impulsów religijnych do niemieckiej polityki jest dziś praktycznie verboten.


Zatem wymysły o idyllicznej harmonii natury to bajki, tak samo jak podłym oszczerstwem jest zaliczanie akwarelisty do chrześcijan. Natomiast jest wielki interes by w nie wierzyć, bo wszyscy ci neopoganie i radykalni darwiniści po 1945 roku , wobec przegranej wojny i horroru niemieckich zbrodni musieli dokonać ogromnego retuszu swojego wizerunku.


Wróćmy do pani Charlene Spretnak  i The Spiritual Dimension of Green Politics).

„Kiedy cześć dla tajemnic sił życiowych została odebrana Naturze i przypisana odległemu, osądzającemu bóstwu niebios – najpierw Zeusowi, potem Jahwe – było tylko kwestią czasu, aż »Wielki Łańcuch Bytu« umieści Boga niebios na szczycie »porządku naturalnego«, a naturę na samym dole. Prawdą jest, że ten średniowieczny schemat był pojmowany dość organicznie, ale czy rzeczywiście tak radykalnym przełomem było to, że idole epoki oświecenia spojrzeli na dół tego łańcucha i ogłosiły, iż Natura jest w rzeczywistości bezwładnym mechanizmem, przypominającym mechanizm zegara, w pełni nadającym się do twardego i systematycznego zarządzania przez człowieka?”


Pani Spretnak powtarza teorie spiskowe o pochodzeniu Jahwe od Zeusa, ale trafnie zauważa, że natura jako bezwładny mechanizm to wytwór zasadniczo chrześcijański w swoim duchu.
Nie tylko w duchu rzecz jasna, ale w swojej istocie. Już w VI wieku Jan Filopon krytykując wizję ożywionych boskich niebios u pogańskich Greków pisał tak:


Czyż słońce, księżyc i gwiazdy nie mogłyby przez Boga, ich Stwórcę, być obdarzone pewną siłą kinetyczną, w ten sam sposób jak ciężkie i lekkie przedmioty są obdarzane tendencją ruchu?


“Mechanizm” oczywiście jest tu pewną karykaturą, którą oświecenie posunęło do granic absurdu, wszystko usiłując wyjaśniać przez sprężyny i sztywne kule. W istocie świat jest uporządkowany wedle mierzonych wielkości, wedle “miary, liczby i wagi”. To wszystko w połączeniu z potężną aspiracją do zarówno moralnego jak i rozumego wywyższenia wytworzyło potężnego ducha, który napędzał kolejne pokolenia wierzących uczonych.


W istocie bez tego ducha inteligencja europejska traci swoją oryginalną rację bytu, gdyż jej talenty są przywiązane właśnie do tego programu: nadludzkiego wysiłku poznania tkaniny rzeczywistości i manipulowania ją dla dobra rodzaju ludzkiego. 


Ciekawe co pani spretnak proponuje w zamian. Ta sama książka dostarcza bardzo ciekawych informacji o jej wierzeniach, będących mieszanką pogańskiego ekologizmu, New Age i i wyrwanych z kontekstu praktyk religi wschodnich, podawanych oczywiście w nawiedzonej i apodyktycznej manierze wyższej świadomości i odwiecznej prawdy:

Dryfowałam przez kilka lat jako agnostyczna sceptyczka, wchodząc i wychodząc z wysoko cenionego programu doktoranckiego na prestiżowym uniwersytecie, który wydawał mi się pozbawiony sensu, aż w końcu trafiłam do Indii pod koniec 1969 roku. Tam szukałam nauk duchowych, które oświetlałyby ludzkie doświadczenie, ale nie wiązały się z kultem guru, rytuałami ani innymi elementami kulturowymi, ani z podporządkowaniem kobiet. Znalazłam to, czego szukałam, w buddyjskiej medytacji Vipassana („wgląd”), która, notabene, okazała się być tym samym rodzajem medytacji, którą praktykował E. F. Schumacher i którą zalecał w swojej książce Przewodnik dla zagubionych (1977). Niedługo potem, gdy wróciłam do Stanów Zjednoczonych, zainteresowałam się feministycznymi badaniami nad przedchrześcijańskimi kulturami Europy, koncentrując się w mojej własnej pracy na mitologii przedhelleńskiej. Nauczyłam się nowych znaczeń rytuału poprzez uczestnictwo w feministycznych grupach duchowości, w których czczono Naturę i tajemnice stworzenia, nasze ciała, nasze uczucia i nasze przemienne moce – w przeciwieństwie do rytuałów narzucanych z góry przez instytucje religijne.


Choć moja własna praktyka pozostała medytacją Vipassana, studiuję także taoizm i duchowość rdzennych mieszkańców Ameryki, co okazuje się być doświadczeniem gorzkosłodkim. Badać filozofię życia tak głęboko zakorzenioną w Naturze jak te dwa nurty, to uświadomić sobie, jak bardzo nasze społeczeństwo jest oddalone od zrozumienia – nie mówiąc już o przestrzeganiu – najgłębszych poziomów ekologicznej mądrości.


To jest właśnie przykład religijnej albo pseudoreligijnej mentalności ekologisty, która czyni wszelkie argumenty naukowe daremnymi: gdyż to sam sposób argumentacji zawiera w sobie patriarchat i opresyjnego Boga.


Podam jeszcze parę cytatów, powtarzających bardzo podobne idee w tej samej apodyktycznej i nieuczciwej manierze, wychwalającej fałszywie swoją ideologię jako racjonalną i naukową.


(Andy Scerri, Deep Ecology, the Holistic Critique of Enlightenment Dualism, and the Irony of History,) “W kręgu zachodnich, a zwłaszcza angloamerykańskich ‘społeczeństw osadniczych’ lat 70. XX wieku, argumenty głębokiej ekologii – głoszące, że ludzie zamieszkują holistyczne kontinuum moralne wywodzące się z procesów naturalnych, a nie dualistyczne, obiektywne pole mierzalnych, przewidywalnych i ostatecznie sterowalnych sił, które ludzie potrafią unikalnie odzwierciedlać, by nad nimi panować – zyskały szczególną popularność i ‘przemówiły do pokolenia’ radykalnych myślicieli. (…) głęboka ekologia wykracza poza ograniczone, wyrywkowe i płytkie podejście do problemów środowiskowych i próbuje sformułować wszechstronny światopogląd religijny i filozoficzny”.


(World People’s Conference on Climate Change and the Rights of Mother Earth, Universal Declaration of the Rights of Mother Earth,) 

Również ten dokument ten powtarza mit o źródłach porządku prawnego i praw człowieka w ideologii panteistycznej.

‘Matka Ziemia jest unikalną, niepodzielną, samoregulującą się wspólnotą powiązanych ze sobą bytów, która podtrzymuje, zawiera i reprodukuje wszystkie istoty’ – we wszystkich tych sformułowaniach odnajdujemy powtarzający się nacisk na fakt, że ta praworządność ma głębokie korzenie w rdzennych tradycjach kulturowych i religijnych. Tylko gwarantując prawa Matki Ziemi, możemy zagwarantować ochronę praw człowieka”.


(Josef Estermann, Notes for the Debate: Vivir Bien / Buen Vivir,) “Wszystko posiada życie, nic nie jest po prostu materią inertną (bezwładną). (…) wszechświat, czyli Pacha, nie jest maszyną ani gigantycznym mechanizmem, który organizuje się i porusza wyłącznie według praw mechaniki, jak twierdzili nowożytni filozofowie europejscy, zwłaszcza Kartezjusz i jego następcy. Pacha jest raczej żywym organizmem, w którym wszystkie części są ze sobą powiązane w stałej współzależności i wymianie. (…) Suma qamaña lub allin kawsay odzwierciedla koncepcję życia, która nie jest antropocentryczna ani biologistyczna, lecz kosmocentryczna i holistyczna”.


(James Lovelock i Lynn Margulis, A Goddess of the Earth? The Debate over the Gaia Hypothesis,) “Hipoteza Gai głosi, że dolna atmosfera Ziemi jest integralną, regulowaną i niezbędną częścią samego życia. Przez setki milionów lat życie kontrolowało temperaturę, skład chemiczny, zdolność utleniania i kwasowość atmosfery ziemskiej. (…) Być może życie reguluje fizyczne i chemiczne środowisko planety tak, aby utrzymać warunki planetarne odpowiednie dla dobra samego życia. Jeśli tak, to planetę można uważać za pojedynczą, zintegrowaną, żywą istotę o zdolnościach samoregulacyjnych”.


(Helen de Cruz, w Arne Næss’s Deep Ecology: Reevaluating Our Place in Nature,) “W liście z 1988 roku Næss opowiada historię rdzennego Fina, który został zatrzymany za protest przeciwko budowie tamy na rzece, mającej produkować energię. W sądzie Fin powiedział, że ta część rzeki była ‘częścią jego samego’. Innymi słowy, gdyby rzeka została zmieniona, czułby, że ta zmiana niszczy część jego samego. W jego przekonaniu przetrwanie osobiste wiązało się z przetrwaniem krajobrazu”.


(Charlene Spretnak , The Spiritual Dimension of Green Politics)
Once reverence for the mysteries of the life force was removed from Nature and placed in a remote, judgmental sky god—first Zeus, then Yahweh—it was only a matter of time before the ‘Great Chain of Being’ would place the sky god at the top of the ‘natural order’ and nature at the bottom. True, that medieval schema was rather organically conceived, but was it really such a radical break for the superstars of the Age of Enlightenment to look at the bottom of the chain and declare that Nature was actually an inert mechanism much like a clockworks, fully suitable for firm and systematic management by man?


 I drifted for a couple of years as an agnostic skeptic, moving in and out of a highly ranked Ph.D. program at a prestigious university that seemed to me devoid of meaning, arriving eventually in India in late 1969. There I searched for spiritual teachings that illuminated the human experience but did not entail guru worship, ritual or other cultural baggage, or the subjugation of women. I found what I was looking for in Buddhist Vipassana (“insight”) meditation, which by the way turns out to be the same kind of meditation practiced by E. F. Schumacher and advocated in his book A Guide for the Perplexed (1977). Sometime later, when I was back in the United States, I became interested in feminist research into pre-Christian cultures in Europe, focusing in my own work on pre-Hellenic mythology. I learned new meanings of ritual by participating in feminist spirituality groups where
Nature and the mysteries of creation, our bodies, our feelings, and our transformative powers were honored—in contrast to top-down rituals from some religious institution.

Although my own practice has remained Vipassana meditation, I also study Taoism and Native American spirituality, which turns out to be a bittersweet experience. To explore a philosophy of life as profoundly Nature-based as either of those paths is to realize how very far our society is from comprehending, let alone abiding by, the deepest levels of ecological wisdom.


My first interviews were with Green parliamentarians in the Bundestag. I asked questions on the entire range of Green politics, and then near the end I asked each one, “Is there a spiritual dimension to Green politics?” Nearly all of them answered in the affirmative, after which I asked: “How is it manifested? I don’t notice much attention to it.” At that point they would often look down or look out the window and finally explain that because the Nazis manipulated religion, especially a pre-Christian, Nature-based religion (the Nordic myths and “sacred” soil of Germany), it is practically verboten to bring religious impulses into German politics today.

(Lynn White, Jr., The Historical Roots of our Ecologic Crisis,) “Western Christianity is ‘the most anthropocentric religion the world has seen.’ This overt anthropocentrism gives humans permission to exploit nature in a mood of indifference to the integrity of natural objects. … Christianity ‘not only… insisted that it is God’s will that man exploit nature for his proper ends,’ but that it also ‘established a dualism of man and nature.’”

(Bill Devall and George Sessions, Deep ecology: Living as if nature mattered,) “Ecological consciousness and deep ecology are in sharp contrast with the dominant [dualistic] worldview of technocratic-industrial societies which regard humans as isolated and fundamentally separate from the rest of Nature, as superior to, and in charge of, the rest of creation. But the view of humans as separate and superior to the rest of Nature is only part of larger cultural patterns… Western culture has become increasingly obsessed with the idea of dominance: with dominance of humans over nonhuman Nature, masculine over the feminine, wealthy and powerful over the poor, with the dominance of West over non-Western cultures.”

(World People’s Conference on Climate Change and the Rights of Mother Earth, Universal Declaration of the Rights of Mother Earth,) “In all these articulations, we find a repeated emphasis upon the fact that this legality has deep roots in Indigenous cultural and religious traditions. … ‘Mother Earth is a unique, indivisible, self-regulating community of interrelated beings that sustains, contains and reproduces all beings’—in all these articulations, we find a repeated emphasis upon the fact that this legality has deep roots in Indigenous cultural and religious traditions. Only by guaranteeing the rights of Mother Earth can we guarantee the protection of human rights.”

(Josef Estermann, Notes for the Debate: Vivir Bien / Buen Vivir,) “Everything has life, nothing is simply inert matter. (…) the universe, or Pacha, is not a machine or a giant mechanism that organizes itself and moves simply by mechanical laws, as stated by the modern European philosophers, especially Descartes and his followers. Pacha is rather a living organism in which all parts are related to one another, in constant inter-dependence and exchange. … Suma qamaña or allin kawsay reflects a non-anthropocentric or biologistic conception of life, but instead, one that is a cosmocentric and holistic.”

(James Lovelock and Lynn Margulis, A Goddess of the Earth? The Debate over the Gaia Hypothesis,) “The Gaia hypothesis states that the lower atmosphere of the earth is an integral, regulated, and necessary part of life itself. For hundreds of millions of years, life has controlled the temperature, the chemical composition, the oxidizing ability, and the acidity of the earth’s atmosphere. … Perhaps life regulates the physical and chemical environment of the planet so as to maintain suitable planetary conditions for the good of life itself. If so, then the planet can be thought of as a single, integrated, living entity with self-regulating abilities.”

(Andy Scerri, Deep Ecology, the Holistic Critique of Enlightenment Dualism, and the Irony of History,) “Within the Western and particularly, Anglo-American ‘settler societies’ in the 1970s, deep ecological arguments that humans inhabit a holistic moral continuum that is derived from natural processes—rather than a dualistic objective field of measurable, predictable and ultimately controllable forces that humans are uniquely able to reflect back upon nature in order to control it—gained a particular currency and ‘spoke to a generation’ of radical thinkers. … [d]eep ecology goes beyond a limited piecemeal shallow approach to environmental problems and attempts to articulate a comprehensive religious and philosophical worldview.”

(Helen de Cruz, cited in Arne Næss’s Deep Ecology: Reevaluating Our Place in Nature,) “In a letter in 1988, Næss tells the story of an indigenous Sámi man who was detained for protesting the installation of a dam at a river, which would produce hydroelectricity. In court, the Sámi man said this part of the river was ‘part of himself’. Differently put, if the river were altered, he would feel that the alteration would destroy part of himself. In his view, personal survival entailed the survival of the landscape.”


Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *