Dlaczego skupowanie mieszkań w celach pseudoinwestycyjnych jest niemoralne. Dlaczego to nie jest inwestowanie. Rola imigracji. XVIII-wieczna mentalność polskiej elity.
Przytaczaliśmy zasadę, że fundamentem realistycznej etyki jest pewien porządek natury człowieka i społeczeństwa. Zastosujemy nią do szeroko dyskutowanej sprawy: skupowanie mieszkań i domów w celach pseudoinwestycyjnych.
Widzimy, że jest różnica między handlem, a różnymi przymusowymi transferami własności jak rozbój, kradzież czy oszustwo. Handel jest aktywnością dobrowolną, co jest konieczne by był jako tako uczciwy: sam możesz zdecydować, czy chcesz coś kupić za daną cenę, czy nie. Na ogół więc kupujesz rzeczy za tyle ile są warte, plus godziwy zarobek handlarza.
Jeśli ktoś skupuje podstawowe dobra potrzebne do życia, by sprzedać albo udostępniać te dobra dużo drożej po zawyżonych cenach, to zawiera to wymuszenie wyższej płatności, korzystające z faktu, że kupujący i tak będzie musiał kupić. Zatem skupowanie mieszkań, by je drożej sprzedać jest często niemoralne i zbliża się bardziej do wyzysku i wymuszenia, a nie normalnego handlu. To dokładnie jest argument jaki możesz postawić na gruncie tomizmu, konfucjanizmu, stoicyzmu i każdej innej tradycji realistycznej etyki.
Dach nad głową jest właśnie dobrem koniecznym do życia. Co więcej, inaczej niż w inwestycjach z istotnym ryzykiem, na ogół jest jasne które mieszkania są dla tego procederu wartościowe, więc kontroluje ten proceder zasada kto pierwszy i kto ma i wyłoży więcej – duży pieniądz robi więc jeszcze większy pieniądz. Przysłowie mówi, że w nieruchomościach są ważne trzy rzeczy miejsce, miejsce, miejsce – location, location, location. Miasta i inne skupiska ludzkie generalnie są skupiskami miejsc pracy, i pracownicy muszą gdzieś mieszkać. Jeśli będą dojeżdżać więcej niż trzy godziny dziennie to będzie się to źle na nich odbijać.
Wiadomo, duża część młodych osób i migrantów może sobie mieszkać w pokoju w parę osób przez jakiś czas swojego życia. Ale na dłuższą metę prowadzi to do rozbicia tkanki społecznej, bo ludzie ci nie będą mieli warunków by założyć rodzinę i mieć dzieci, które zastąpią ich miejsce, tak jak oni zastąpili swoich rodziców. Więc cały system się destabilizuje, ale też poniekąd naprawia, bo mniej ludzi to mniej chętnych na mieszkania więc mniejsza cena.
Dlatego też eksperci pseudoinwestycyjni mają duży interes, żeby promować pewien rodzaj migracji, zarówno migrantów bogatych którzy którzy skupują kolejne mieszkania jak i migrantów biednych, którzy podejmują słabo płatne prace mając niewielkie wymagania bytowe i licząc, że odłożą pieniądze.
Dlaczego używam słowa pseudoinwestycja? Nawet nie dlatego, że nie ma tu realnego rozwoju czy przyrostu produktywności, choć to jest jasne. Niektórzy skupują złote sztaby, drogie wina i stare samochody – i też jakoś się to przyjęło nazywać inwestowaniem. Ale jest nadal kluczowa różnica: żerowanie na potrzebach podstawowych, które zawsze są konieczne do życia, sprawia, że ten mieszkaniowy deal jest taki łatwy, skuteczny i atrakcyjny dla pewnego autoramentu. Z zabytkowymi samochodami nie wiadomo czy łatwo zarobisz: musisz taki samochód trzymać w garażu, opłacać, dbać. Jest też mała płynność, np. w kryzysie nie sprzedasz go z zyskiem . Z tego samego jednak powodu nazywanie tego procederu inwestowaniem nawet w sensie przeznaczenia pieniędzy na coś, co ma przynieść zysk brzmi jak eufemizm. Bo co to jest za zysk? Nie dodana wartość, a szkodzenie społeczeństwu i wyszarpanie komuś pieniędzy, które musi ten ktoś na całe życie pożyczyć, i wymyślanie ładnych słówek jak zamaskować prawdziwą naturę tego procederu. Dlatego właśnie mowa o środowiskach pseudoinwestycyjnych.
Nie chwalę tu oczywiście, przesadnego inwestowania w drogie wina i samochody, ale to jest już oddzielna kwestia rozumnego rządzenia gospodarką, odpowiedzialności za to. W krajach takich jak USA, czy Japonia produkuje się dużo zaawansowanych technologii ii jest także rozwinięty rynek kapitałowy, który intensywnie w tym partycypuje, finansując te przedsięwzięcia. I nie chodzi tylko o zyski, bo z zyskami jest różnie. Ale takie technologie są kluczowe dla konkurencyjności, standardów życiowych i są też obecnie kluczowym wektorem projekcji siły i też narzędziem bezpieczeństwa. Widać, że jeśli importujemy kluczowe technologie to jesteśmy na łasce kogoś, kto je nam sprzedaje. Od zaaawansowanej broni, do Starlinków, infrastruktury sieci komórkowej, czy ostatnio przerobu metali ziem rzadkich, które Chiny użyły do nacisku na zachód.
Tego rodzaju rozważania zdają się leżeć poza zasięgiem zainteresowania polskiej władzy, i to niezależnie która koalicja rządzi. Ostatnio było krótkotrwałe oburzenie w związku z wydaniem środków z Krajowego Planu Odbudowy na jachty, bitcoiny czy sauny. Jacht to rzecz zbyteczna, każdy sobie sam może kupić i urządzać sobie wycieczki, czy co tam chce.
Równocześnie brakuje nam rakiet dalekiego zasięgu, broni przeciwlotniczej, systemów dronowych i innych rzeczy w związku z wojną – możemy kupić niewielką liczbę od USA, ale to USA finalnie będzie decydować, czy ich użyjemy, czy dostaniemy amunicję. No i też mamy pogłębiający kryzys przemysłowy i budżetowy, właśnie przez to, że konkurencyjnośc jest gorsza niż w Azji. Obecnie trwają protesty rolników w związku z umową handlową z Mercosur i spodziewanym importem tańszej żywności, też z użyciem objętych zakazami chemikaliów. Żywność to kolejny towar, który warto mieć swój, bo jeśli będziemy zmuszeni kupować to będzie to ogromne narzędzie szantażu, i nie możemy sobie pozwolić tego wydrzeć.
Wszystko to wiąże się z czymś, co nazywam XVIII-wieczną mentalnością elity: brakiem przezorności i poczucia odpowiedzialności za państwo w którym mogą sobie wygodnie żyć. To jest właśnie casus polskiej szlachty schyłkowej rzeczypospolitej. Własny interes i przywileje ponad wszystko, nie dbając już nawet o to, że ten interes i przywileje zależy od istnienia państwa, które chyli się ku upadkowi. Brak istotnych kompetencji, podczas gdy Europa buduje silniki parowe, maszyny tkackie i globalny morski handel.
Przyszli zaborcy, narzucili własny porządek, w którym już szlachcie nie było tak sympatycznie. Brak moralnego rozliczenia tego faktu kładzie się cieniem na polskich stosunkach społecznych po dziś dzień.
W tym kontekście wróćmy do pseudoinwestowania w mieszkania. Rynek się reguluje sam przez to, że mniej dzieci to mniej ludzi, więc także jest mniej chętnych na mieszkania i jeśli stoją one puste, to prędzej czy później nową ceną będzie to, co ktoś zgodzi się zapłacić. I może to być na przykład nagle tysiąc złoty za miesiąc za mieszkanie, a nie 3 tysiące. Jeśli chętnych jest znacznie mniej niż mieszkań, to chętni dyktują warunki.
Odwrócić tą tendencję może zaś efekt masowej migracji, którą elita, wliczając w to środowiska PiS promuje. I to jest co ciekawe migracja w wersji patologicznej: szkodliwej dla społeczeństwa i niekorzystnej także dla migranów ale korzystna dla srodowisk pseudoinwestycyjnych.
Po pierwsze: ściąganie pracowników z krajów najbiedniejszych, którzy zgadzają się na skrajnie niskie standardy bytowe. Bangladesz, Ameryka Łacińska i tak dalej.
Po drugie: wykup mieszkań przez zagranicznych bogatych pseudoinwestorów, by realizowana po trupach społeczeństwa piramida trwała jak najdłużej.
Na przykład skandynawski fundusz NREP kupuje tysiące mieszkań w Warszawie, przychodząc z ogromnym kapitałem.
Efekt długoterminowy: na górze coraz bardziej się rysuje się i rośnie schyłkowy feudalizm willowych rentierów i pseudo-inwestorów, na dole ciemna multietniczna masa poupychana jak śledzie, bez realnej perspektywy życiowej typu rodzina i normalne życie społeczne: a więc osuwająca się w nałogi, bandytyzm i konflikty etniczne. Realna nauka i technologia importowana w całości z Azji. Realna dyplomacja i polityka kontrolowana przez wielkie potęgi, które dbają o swoje interesy: Chiny, USA, Rosję. Finał? Powtórka zaborów i XIX wiecznej kolonialnej gunboat diplomacy. Przypływa sobie chińska fregata, strzela z railguna i mówi “my tu teraz rządzimy”.
Dodaj komentarz