Przedmowa (11/2025):
Wrzucam poniżej swój artykuł z 2024 o prawdziwości “Cudu Słońca” w Fatimie, w odpowiedzi na rosnącą aktywność osób usiłujących wyraźnie skompromitować chrześcijańskie Pismo Święte i Objawienie, na gruncie jakowychś analiz literatury.
Odpowiedź brzmi: po co zajmujecie się wydarzeniami 2000 lat temu, gdzie trudno o przekonujący dowód w jedną czy drugą stronę? Macie pod ręką cuda współczesne, które o wiele łatwiej można zweryfikować, a pośród nich właśnie Fatimę, cud widziany przez tysiące ludzi po wcześniejszym uprzedzeniu w ustalonym czasie i miejscu.
Na końcu artykułu dopisję jeszcze komentarz na temat tezy o przygodności, opierając się na książkach które wydałem później (dostępne do pobrania na www.kzaw.pl),
Pokażę, że zarzuty liberals o niemożliwości cudów w istocie podkopują fundamenty metody naukowej, prowadząc do błędnych i wypaczonych poglądów naukowych charakterystycznych dla filozofii Oświecenia. Filozofia ta głosiła, że teoria Newtona jest logicznie konieczną (a nie uzasadnioną przez doświadczenie), matematyka jest abstrakcją świata widzialnego, w matematyce istnieją konieczne reguły, jak np. zasada ogólności algebry.
Równocześnie, światopogląd uznający zarówno porządek świata i suwerenność Stwórcy nad przygodnym stworzeniem był o wiele bardziej owocny i skuteczny, czego dowodzą prace Cauchy’ego, Newtona, czy Ampere, swiadcząc nie tylko za argumentami na istnienie Boga i teologią naturalną, ale także za możliwością cudów.
Cud Słońca a nauka
Objawienia Fatimskie, wielkie wezwanie narodów do nawrócenia i pokuty było potwierdzone także wielkimi cudami. W dniu 13 października 1917 r. oczy tysięcy Portugalczyków ujrzały spektakl, który przeszedł do historii jako „Cud Słońca”. Cud Słońca, wraz z innymi współczesnymi cudami, jest rozumowym dowodem na nadprzyrodzone pochodzenie wiary katolickiej, co można wykazać także według metody nauk ścisłych. Dowody z cudów i wyjaśnienia zawarte w Magisterium pozwalają również obalić ataki modernistów i ateistów przeciw wierze w zmartwychwstanie i w inne dogmaty.
Rola cudów w uzasadnieniu wiary
Magisterium podaje co do racjonalnego uzasadnienia wiary (konstytucja dogmatyczna Dei Filius, r. 2) następującą tezę:
Niemniej jednak, aby posłuszeństwo naszej wiary pozostawało w zgodzie z rozumem, dla poparcia swego Objawienia Bóg raczył połączyć z wewnętrznymi pomocami Ducha Św. zewnętrzne argumenty, którymi są dzieła Boże, przede wszystkim cuda i proroctwa, które – choć wybitnie pokazują wszechmoc i nieskończoną wiedzę Boga – są najpewniejszymi znakami Bożego objawienia i odpowiadają zdolności rozumienia wszystkich (ludzi).
Bóg – Stwórca świata ma władzę nad naturą, którą stworzył. By skomunikować się z ludźmi, może potwierdzić swoją wiadomość sobie właściwymi znakami, a ludzie mogą Go zrozumieć, z uwagi także na celowość Jego działań.
Te znaki to cuda i proroctwa, którymi w Biblii (de Sales, s. 23) Bóg potwierdza nadzwyczajne posłannictwo. Tak było w wypadku Mojżesza, proroków, Pana Jezusa i apostołów. Podobnie też Bóg tę samą wiarę dalej potwierdzał cudami w każdym wieku po dziś dzień.
„Cuda i proroctwa” są „najpewniejszymi znakami Bożego objawienia” i religia katolicka jest potwierdzona przez cuda. Cuda w Fatimie i Lourdes, cuda eucharystyczne czy cuda niezniszczalnych relikwii (np. św. Andrzeja Boboli) to przykłady cudów współczesnych. Są one dla nas dowodem, że religia katolicka pochodzi od Boga.
Cud Słońca z 13 października 1917
Fatimski Cud Słońca miał miejsce 13 października 1917 r. Wizjonerzy przepowiedzieli czas i miejsce cudu parę miesięcy wcześniej (jak obiecała im to Matka Boża w jednej z wizji). Na ustalonym miejscu, polu obok miejsca wcześniejszych objawień, zebrał się tłum ok. 50 tysięcy ludzi.
Od rana padał ulewny deszcz. O wyznaczonej porze (w południe) gęste chmury rozstąpiły się, a oczom zebranych ukazał się świetlisty, srebrny glob. Nie raził wzroku, miał fakturę macierzy perłowej. Jednocześnie emitował intensywne ciepło i światło. Spektakl trwał do 10 minut. Kilkakrotnie kula emitowała różnokolorowe światło, opadała też w stronę tłumu, emitując ciepło, wywołując strach i nieopisane wrażenie.
Zjawisko raczej nie miało nic wspólnego ze Słońcem. Widziano je na niewielkiej wysokości nad Fatimą, a oddaleni od tłumu świadkowie widzieli je w kierunku Fatimy, nie zaś kierunku południowym (jak by to miało miejsce w przypadku Słońca).
Jest to jeden z najważniejszych cudów katolickich XX w., a podkreśla to duża liczba świadków (w tym także oddalonych od tłumu), dokładna predykcja dana przez wizjonerów i także inne okoliczności. Świadectw z 13 października spisano wiele, nawet niektóre wolnomyślicielskie gazety przychylne dla antyreligijnego reżimu potwierdziły cudowne zjawisko (a inne nie śmiały otwarcie zaprzeczać).
Objawień Fatimskich było sześć, w regularnych odstępach czasu. Podczas wcześniejszych objawień w lipcu i wrześniu widziano inne cudowne zjawiska: np. deszcz kwiatów czy szybujący, srebrny glob, dzięki czemu coraz większy tłum gromadził się na miejscu objawień. Oprócz tego wizjonerzy wyprosili wiele uzdrowień i nadzwyczajnych łask.
Oto dwa opisy zjawiska z 13 października (Zawistowski, s. 271–273). Pierwszy pochodzi od Avelino Almeidy, wątpiącego dziennikarza liberalnej prorządowej gazety „O Século”, która otwarcie drwiła wcześniej z objawień:
Widziałem, że deszcz przestał padać o przewidzianej porze. Gęsta masa chmur rozstąpiła się i słońce – dysk z matowego srebra – pokazało się w zenicie i rozpoczęło swój konwulsyjny taniec, który wielka liczba osób porównała z tańcem serpentynowym, tak piękne i wspaniałe były kolory kolejno zdobiące tarczę słoneczną.
Drugi napisał José Almeida Garrett – prawnik i członek arystokratycznej rodziny portugalskiej:
Słońce przebiło się przez gęste chmury i świeciło jasno i intensywnie. Zwróciłem się w kierunku magnesu, który przyciągał wszystkie spojrzenia i zobaczyłem je jako dysk z jasno widoczną krawędzią, świetlisty i błyszczący – ale taki, który nie ranił oczu.
Nie przypominał księżyca w pogodną noc – bo patrzenie nań sprawiało wrażenie, że to żyjący organizm. Nie był sferyczny jak księżyc i nie miał podobnej barwy, odcienia czy zacienienia. Wyglądał jak oszklone koło z macierzy perłowej. Nie mógł być pomylony ze słońcem widzianym przez mgłę (nie było wtedy mgły zresztą), bo obraz nie był zamglony, ciemny i rozproszony. W Fatimie zjawisko dawało światło i ciepło i widać je było wyraźnie – z łatwo widoczną krawędzią.
Czy zjawisko może być wyjaśnione w sposób naturalny?
Co do wyjaśnień naturalnych proponowano m.in. następujące:
- świadkowie ulegli „masowej sugestii”;
- chmura kryształków lodu odbiła światło słońca;
- wskutek patrzenia na słońce świadkowie mieli halucynacje spowodowane chwilowym uszkodzeniem oka;
- widziano parhelion (poboczny obraz słońca na niebie).
Są one wszystkie niespójne z faktami. Po pierwsze, jeśli obserwacja w wykonaniu wielu świadków, w tym także takich, którzy nie mieli kontaktu z tłumem może być podważona, to powstaje pytanie: jaki sposób poznania przyjąć? Nauka generalnie opiera się na doświadczeniu. Osąd o sugestii i złudzeniu jest osądem przeciwko doświadczeniu. Poza tym „masowa sugestia” nie powinna sprawić, że różne osoby widzą to samo zjawisko, a tym bardziej nie powinna wpłynąć na osoby oddalone od tłumu.
Co do uszkodzeń wzroku, zjawisko nie było słońcem i nie raziło oczu. Widziano je natychmiast, a nie po chwili wpatrywania się w ostre światło słońca. Notabene jeden ze świadków wykonał na miejscu zdarzenia eksperyment, by wykluczyć, czy faktycznie doznał uszkodzenia oka (Zawistowski, s. 214).
Zjawiska atmosferycznego o podobnym kształcie również nigdy nie widziano. Parhelion, czyli słońce podwójne, musi być zjawiskiem nieruchomym. Na ogół pojawia się na kręgu halo wokół słońca, a krąg ma szerokość 22 stopni i 46 minut kątowych. Nie sposób tego dopasować do ruchomego srebrnego dysku, który był widziany od strony Fatimy, a nie w ustalonym kierunku na niebie.
O tym wszystkim można przeczytać w szczegółach w artykule (Dalleur) i mojej pracy (Zawistowski, s. 208–216). Zjawisko nie może być więc wyjaśnione w sposób naturalny bez zaprzeczania znanym faktom.
Co to znaczy „dowód naukowy”
Przewidzenie przyszłych faktów, których nie moglibyśmy odgadnąć w inny sposób pozwala poddać hipotezę najdokładniejszym testom doświadczenia. Prawa fizyki czy chemii pozwalają przewidzieć wyniki przyszłych zjawisk i dlatego są tak wartościową wiedzą. Filozofowie nauki zgadzają się więc, że predykcje są najważniejszym dowodem z doświadczenia (Duhem s. 28, Popper s. 36, Lakatos).
Jakość takiego dowodu zależy od paru czynników:
- Na ile dokładna jest predykcja, albo też na ile nieprawdopodobne jest odgadnięcie jej przypadkiem. Na przykład przewidzieć, że 1 lipca będzie deszcz, jest łatwo, bo deszcz i tak na ogół pada w lipcu. Przewidzieć dzień powrotu komety Halleya jest trudniej, bo pojawia się raz na prawie 100 lat – i dlatego taka predykcja stanowi dobry dowód naukowy.
- Na ile nowe i nieznane wcześniej efekty przewidziano. Łatwo przewidzieć, gdzie stoi kolejny słup elektryczny, widząc kilka innych ustawionych co 50 metrów. Łatwo przewidzieć ruch Księżyca, widząc, że powtarza się on zawsze tak samo. Trudno jednak przewidzieć efekt niewidziany wcześniej, jak ugięcie światła przez grawitację Słońca (co przewidział Einstein w 1915 r.).
- Na ile złożony jest system teoretyczny i procedura pomiarowa. Im prostsza i bardziej jednoznaczna, tym lepiej, gdyż skomplikowana procedura generuje większą dowolność interpretacji. Wówczas łatwiej odgadnąć coś przez przypadek.
Według powyższych standardów Cud Słońca jest więc bardzo dobrym dowodem naukowym: przewidziano bardzo dokładnie czas i miejsce cudu; pomiar czasu i miejsca jest trywialny i pozbawiony treści teoretycznej; przewidziano unikalne, skrajnie nieprawdopodobne zjawisko.
Porównując ten dowód do teorii uważanych za naukowe, widzimy natychmiast, że dowód ten jest bardzo dobry. Po pierwsze: w fizyce nowoczesnej za niewielką liczbę dokładnych predykcji „płaci” się wielką komplikacją teorii i aparatu pomiarowego (np. elektrodynamika kwantowa jest potwierdzona dokładnym pomiarem stałej g). Po drugie: używane przez ateistów doktryny, jak darwinizm, freudyzm czy modna ostatnio teoria Multiwersum, nie posiadają żadnych potwierdzonych, dokładnych predykcji. Odwołując się do naukowości, należy więc uznać, że dowody na nadprzyrodzone pochodzenie religii katolickiej są lepsze, niż dowody na te doktryny.
Co to znaczy „wyjaśnienie naukowe”
W fizyce czy chemii obserwujemy regularności w naturze i opisujemy je. Znajomość tych regularności – np. praw fizyki – pozwala, znając warunki początkowe, przewidzieć przyszłe zjawiska. To jest klucz rozwoju technicznego i postępu nauki; prawa grawitacji, elektromagnetyzmu czy mechaniki kwantowej są tego znakomitym przykładem. Najważniejszym celem nauk ścisłych jest więc coraz lepszy opis uporządkowania zjawisk (Zawistowski (2), s. 3).
Celem takim na ogół nie jest wyjaśnienie przyczyn mechanicznych w rodzaju „dlaczego grawitacja działa?”. Takie przyczyny są niedostępne naszym zmysłom i możemy o nich najwyżej spekulować. O tym dokładnie pisze też Newton w General Scholium, wskazując raczej przyczynę celową – tj. plan Boży – za przedmiot swojej fizyki. Inni wybitni twórcy fizyki także świadczą, że postać uporządkowania świata jest ściśle związana z przyczyną celową (Leibniz, Euler, Maupertuis, Fermat, Ampère – zob. Storni s. 11, Zawistowski (2) s. 86, Ampère s. 24).
Materialiści i ateiści postąpić muszą przeciwnie, wyjaśniając wszelkie zjawiska na gruncie przyczyn mechanicznych: czy to powstanie świata, czy powstanie życia na Ziemi, czy też skąd się wziął umysł ludzki. Wyjaśnienia takie nie dość, że są jedynie produktem wyobraźni; to jeszcze nie tłumaczą najważniejszego z naukowego punktu widzenia aspektu celowego uporządkowania. Kluczowym aspektem zjawiska elektryczności jest jego niezmienne uporządkowanie opisane matematycznymi prawami Maxwella – nie zaś „małe kulki” zwane elektronami. Kluczowym aspektem powstania życia jest to, jak pierwsze komórki – złożone nanomaszyny biologiczne – mogły powstać, nie zaś to, czy więcej w nich było siarki czy węgla, czy fosforu. Kluczowym aspektem umysłu człowieka jest rozum i twory tego rozumu, a nie wyjaśnienie pracy mózgu przy pomocy hydrauliki, elektryki lub mechaniki kwantowej.
Podobnie też jest w wypadku Fatimy i innych cudów. Zjawisko z 13 października 1917 r. sceptycy próbują wyjaśnić kryształkami lodu, złudzeniami, sugestią na odległość itd. To jednak nie porusza w ogóle tematu uporządkowania faktów:
- Dlaczego wizjonerzy przewidzieli dokładnie cud?
- Dlaczego kryształki lodu miałyby się nagle zachowywać w sposób uporządkowany i inteligentny?
- Dlaczego duża liczba osób ma te złudzenia jednocześnie w ustalonym miejscu i czasie?
- Dlaczego ci sami wizjonerzy „wyprodukowali” też inne cuda: te widziane podczas wcześniejszych objawień 13 września i 13 lipca i prócz tego liczne uzdrowienia?
Wierzący podają jasną odpowiedź na te pytania, a strona przeciwna uważa, że nie są one warte uwagi, podając swoje wytłumaczenia. Jest to przeciwne metodzie naukowej, o ile celem jej jest opisać uporządkowanie zjawisk w prosty sposób i potwierdzić to przez predykcje.
Co więcej, zjawisko fatimskie jest unikalne pod względem jednych aspektów, ale nie pod względem innych. W każdym wieku i pokoleniu bowiem występowały cuda w religii katolickiej i przykładem tej regularności jest również i fatimski cud.
Celowe wyjaśnienie tych regularności jest podobne do wskazania przyczyny celowej uporządkowania natury, tak jak robią to Newton czy Euler, czy scholastycy (Zawistowski (2), s. 80, s. 65). Jeśli ślepe przyczyny mechaniczne mogą tworzyć uporządkowany świat, to znaczy, że poza światem istnieje Autor, który ułożył je w finezyjną mozaikę. A jeśli Autor zechce się porozumieć z ludźmi, to będzie mógł przez cuda właśnie poświadczyć swoja wiadomość: demonstrując swoją władzę nad naturą. Stąd wiemy, że katolickie Objawienie właśnie od Boga pochodzi; na mocy cudów i na mocy rozumowania, które jest zarazem fundamentem nauki (więcej na ten temat w Zawistowski (2) s. 11).
Podważanie zmartwychwstania i milczenie o Fatimie
W listopadzie 2022 r. wydano nowy numer liberalnego pisma „Znak”. Na okładce ukazano mężczyznę bez twarzy, z brodą i w dresie, a także tytuł: Odczarowanie Jezusa. Zawartość jest dokładnie taka, jakiej można się było po okładce spodziewać: pełna rewelacji nt. „Jezusa historycznego”, co do którego Pismo św. i Kościół przez wszystkie wieki rzekomo bardzo się myliły. Tu skupię się tylko na jednej sprawie, a mianowicie wywiadzie z ks. Eligiuszem Piotrowskim pt. „Chrześcijaństwo bez cudowności”, który sugeruje, iż w zmartwychwstanie Pana Jezusa nie należy wierzyć, a już na pewno nie tak, jak do tej pory.
Ustalmy pewne podstawy. Zmartwychwstanie Pana Jezusa jest dogmatem, który chrześcijanie mają przyjąć na wiarę, zawartym m.in. w Credo. Jak dotąd Kościół nie twierdził, by przekonanie o tym konkretnie cudzie było postulatem rozumu.
Oto, na przykład, błędy potępione w Dei Filius:
Gdyby ktoś mówił,
- że cuda nie są wcale możliwe, a zatem wszystkie opowiadania o cudach, nawet te zawarte w Piśmie Świętym, trzeba uznać za baśnie i mity;
- albo że cudów nigdy nie można poznać w sposób pewny ani że na ich podstawie nie można w należyty sposób wykazać Bożego pochodzenia chrześcijańskiej religii
– niech będzie wyklęty.
Do przyjęcia czegoś na wiarę nie trzeba dowodu. W punkcie a) to strona przeciwna twierdząc, że cuda z Pism św. są na pewno fałszywe, bierze ciężar dowodu na siebie. W punkcie b) natomiast pojawia się inny błąd w wierze – błąd tych, co twierdzą, że w oparciu o wszystkie cuda nie można wykazać boskiego pochodzenia religii katolickiej. Mając dowody na współczesne cuda, możemy wykazać boskie pochodzenie religii katolickiej – jak już to pokazaliśmy.
Wypowiadający się w Odczarowaniu Jezusa ks. Piotrowski zaczyna od tego, że o zmartwychwstaniu niewiele wiemy. Na przykład zakłada się „że Jezus w ogóle miał swój grób”. Tego zaś „nie sposób stwierdzić ze stuprocentową pewnością, gdyż skazańcy w tamtym czasie z reguły trafiali do zbiorowych mogił”. Moim zdaniem, jeśli się na jakiś temat niewiele nie wie, to nie ma przeszkód, by przyjąć w tej kwestii dokładnie to, co Kościół podaje do wierzenia, czyż nie? Tak samo jak przyjmujemy na wiarę Trójcę Świętą, przyznając zarazem, że nie wszystko w tej sprawie rozumiemy? Ksiądz Piotrowski zakłada odwrotnie, że w dogmat o Zmartwychwstaniu należy wierzyć tylko, jeśli da się go udowodnić ze „stuprocentową pewnością”:
Pojawiły się w Kościele roszczenia, by mityczne obrazy, towarzyszące opowieści o zmartwychwstaniu, uznać za obrazy historyczne. A więc to, co miało jedynie wyrażać pewną prawdę, wzięto za rzeczywiste wydarzenie – powiedzmy szczerze: intelektualnie trudne do przyjęcia.
Równocześnie ksiądz przypisuje wielki autorytet poznawczy swoim „badaniom literatury”, co jest nieuzasadnione w oczywisty sposób (nawet dziennikarz „Znaku” raczył zapytać, jak to jest, że spece od „Jezusa historycznego” nie zgadzają się ze sobą i tworzą swoje hipotezy pod wpływem mody ideologicznej). U podstaw tych roztrząsań leży jednak bardziej fundamentalny błąd, często spotykany u różnych przeciwników religii. Polega on na zmieszaniu w jedno kwestii wymienionych oddzielnie w Dei Filius: przyjęcia na wiarę cudów Pisma św. i wykazania rozumem prawdziwości dowolnych innych cudów.
Po pierwsze, wymagają oni, by dowieść im prawdziwości zmartwychwstania rozumem, bez odniesienia do innych dowodów. Nie zamierzam tego robić, bo nie muszę – Kościół nic podobnego nie narzuca.
Po drugie, ignorują oni Fatimę, Lourdes i wiele innych cudów po dziś dzień, okazjonalnie tłumacząc się przy tym sugestią, złudzeniem itd. Większość ateistów nawet nie porusza tematu współczesnych cudów, koncentrując się wyłącznie na zmartwychwstaniu Pana Jezusa i zarzutach, że nie da się stwierdzić, co się wydarzyło 2000 lat temu w Jerozolimie. Argument ten więc dla katolika pełni rolę stracha na wróble.
Od samego argumentu jest ważniejsze jego erystyczne znaczenie. Wynika zaś ono nie z rozumu, a z gorliwego wsparcia protestantów i modernistów (takie zaplecze również posiada ks. Piotrowski, powołując się na licznych niemieckich teologów w swojej książce). Protestanci przyjmują, że Jezus Chrystus zmartwychwstał, natomiast nie mogą uznać cudów w Fatimie ani żadnych innych katolickich – są one dowodami na religię katolicką i na ogół są związane z katolickimi dogmatami: czcią należną Najświętszej Pannie i Świętym oraz realną obecnością Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie.
Jest to stary problem protestantów z apologetyką. Musieli oni przyjąć cuda Pisma św. podobnie jak katolicy. Jednocześnie musieli wierzyć, że współcześnie cudów oczekiwać nie należy ani też nie należy wierzyć w dowody na katolickie cuda. Próba racjonalnego uzasadnienia takiego poglądu prowadzi do takich założeń poznawczych, jakie przyjmują Kalwin (Calvin, I.VII; Bonevac) i Luter (Lisicki, s. 244–246): podstawą poznania jest wewnętrzne uczucie pewności. Tyczy się to też uznania Pisma św. za nadprzyrodzone. Inne dostępne argumenty: osąd Kościoła, cuda i proroctwa czy źródła starochrześcijańskie są bezużyteczne, gdyż otwarcie przeczą reformatorom (było to częstym tematem polemik okresu reformacji, np. Campion, de Sales s. 19, s. 32).
Ten problem przyczynia się prędko do ruiny protestantyzmu. Warto w tym celu zajrzeć do XVIII-wiecznego argumentu Davida Hume’a (Hume, X, s. 86) przeciwko cudom, który wspominałem w (Zawistowski, 5.7, s. 259). Argument ten (kluczowy dla ateistycznej filozofii) jest bowiem wyłącznie argumentem przeciwko cudom takim, jak rozumieją je protestanci.
Hume zaczyna od argumentu anglikańskiego abp. Tillotsona (Tillotson, s. 122) przeciwko wierze w realną obecność w Eucharystii. Zdaniem arcybiskupa wiara ta jest przeciwna rozumowi, gdyż przeczy świadectwu zmysłów. Wynika z tego, że Tillotson, starając się zaszkodzić Kościołowi Katolickiemu, sam piłuje gałąź, na której siedzi, adoptując naiwny naturalizm i empiryzm. Hume z ochotą przejmuje ten argument, stwierdzając, że równie dobrze cudowności Pisma św. mogą być fałszywe, gdyż opierają się jedynie na starożytnym świadectwie apostołów. Hume stawia to przeciwko obserwacjom, że nic podobnego się nie dzieje współcześnie, prawie każdy naród ma jakieś cudowne legendy z dawnych czasów, a sami protestanci odrzucają dowody na cuda katolickie. W efekcie cuda Pisma św. wydają się fałszywe – taki jest wniosek Hume’a.
To, że tak samo nie da się podważyć wielowiekowej regularności cudów katolickich, wcale Hume’a nie interesuje, podobnie jak nie interesuje jego protestanckich czytelników. W XVIII w. katolicy w Anglii są nadal prześladowaną mniejszością bez praw publicznych. Sam Hume dostał się na angielskie salony około 1760 r., oczerniając katolików (Cobbett, s. 82) i wychwalając protestanckich tyranów w swoim History of England; miał też możnych liberalnych protektorów w szkockim kościele protestanckim (Rothbard).
Konkluzja
Zatem kluczowy, empiryczny argument epoki oświecenia przeciwko Objawieniu wcale nie szkodzi racjonalnym podstawom katolicyzmu. To protestantyzm wali się pod własnym ciężarem, a wątpiący traktują to jako pełnomocnictwo do apostazji.
Argument Hume’a jest powtarzany do dziś dnia w swojej oryginalnej formie (pomijając całkowitym milczeniem katolicki wątek) albo też uproszczonej wersji dla mało wybrednych, podważającej a priori możliwość uznania jakiegokolwiek z cudów (więcej na ten temat w Zawistowski, 5.7, s. 259). Podobną drogą idą moderniści XIX-wieczni, nie dodając niczego wartego uwagi z punktu widzenia filozofii empirycznej. Uważają cuda z Ewangelii za mit, ale raczej popierają to Kantem i „krytycznymi badaniami literatury”.
Kościół zaś odpowiedział na to w 1870 r. afirmacją rozumu i doświadczenia w cytowanej już tu konstytucji dogmatycznej Dei Filius. Te same argumenty powtarza także św. Pius X w przysiędze zawartej w motu proprio Sacrorum antistitum:
Zewnętrzne dowody Objawienia, to jest fakty Boże, przede wszystkim zaś cuda i proroctwa, przyjmuję i uznaję za całkiem pewne oznaki Boskiego pochodzenia religii chrześcijańskiej i uważam je za najzupełniej odpowiednie dla umysłowości wszystkich czasów i ludzi, nie wyłączając ludzi współczesnych.
Bóg więc uzasadnił swoje Objawienie przez cuda i proroctwa w każdym wieku, również przez cuda w Fatimie. Wiemy więc z pewnością, że wiara katolicka jest nadprzyrodzonego pochodzenia.
Artykuł oryginalnie opublikowano w “Zawsze Wiernych” 2/2024
Komentarz o przygodności. (11/2025)
Zarzuty liberałów o niemożliwości cudów podkopują fundamenty filozofii naturalne i metody naukowej.
Chcąc to wykazać, odniosę się do rzeczy które opracowałem już po wydaniu artykułu, w angielskiej wersji książki “Porządek i Przygodność”, książce “Uniwersalny Priorytet Przyczyn Celowych” i nadchodzącym artykule “Teologiczne Źródła Analizy Cauchy’ego” w Zawsze Wiernych (odsyłam do książek dostępnych za darmo na stronie kzaw.pl).
Kluczowym argumentem wiary, że Bóg może czynić cuda jest teza o przygodności:
Bóg jest wolnym by uczynić świat takim, czy innym, więc jest też wolny by działać poza ustalonym biegiem natury.
Podążając za Duhemem pisałem, że na tezie o przygodności w kluczowy sposób oparła się nowożytna fizyka. Mamy z niej ogromne dowody nie tylko by wierzyć, że świat jest uporządkowany “wedle miary, liczby i wagi” (Mdr 20), według relacji mierzonych wielkości, ale także, że świat jest bytem przygodnym, i w jego istnieniu i postaci nie ma żadnej konieczności. Każde bowiem prawo fizyczne jest jedną z wielu podobnych możliwości (można je zmodyfikować, dodając jakieś niewykrywalne do tej pory efekty) i każdy parametr fizyczny zawiera w sobie pewną dowolność, którą tylko doświadczenie może rozstrzygnąć – to bowiem jest właśnie sposób, w jaki postęp naukowy działa. Z jednej strony przyjmujemy za prawdę prawie wszystkie znane do tej pory doświadczenia i pomiary i także teorie, matematyczne opisy regularności, jakie odkrywamy w doświadczeniach. Z drugiej strony ciągle próbujemy modyfikować te teorie, by uczynić je bardziej precyzyjnymi i skutecznymi w większym zakresie zastosowań.
Historia pokazuje, że ten postulat był konieczny, by fizyka mogła unikną błędów Arystotelików i Oświecenia, przyjmując jakiś zestaw reguł za konieczny logicznie i usuwając przestrzeń dla swojego postępu.
Ta właśnie teza o przygodności, połączona z zasadą celowości i tezą o numerycznym porządku świata jest wielką zasługą teologii katolickiej w nauce, gdyż pod koniec XIIIw. wymusiła odejście od fizyki Arystotelesa, prowadząc do okryć Buridana Oresme i De Soto, a następnie teorii Newtona, zasady wariacyjnej Eulera, analizy Cauchy’ego i teorii elektromagnetycznej (a potem również i teorii Einsteina – odsyłam do książki “The Order and Contingency”). Dowody za nią
Podważenie cudów wiąże się z podważaniem tezy o przygodności i dalej nieuchronnie z błędnym poglądem na fizykę. Albo radykalny sceptycyzm, który widzimy u wspomnianego dalej Hume’a. Albo uznawanie obecnie istniejących hipotez fizycznych za konieczne i logicznie prawdziwe: to jest droga Laplace’a, D’Alemberta, czy Kanta, którzy uznawali prawa Newtona za ostateczne wyjaśnienie wszystkich rzeczy.
W efekcie taki sposób argumentacji przeciw cudom jest ewidentnie fałszywy i obalony, a uznanie przygodności uzasadnia również możliwość cudów.
Bibliografia
Ampère A. M., Essai sur la Philosophie des Sciences – Seconde Partie, Bachelier, Paris, 1843.
Bonevac D., John Calvin’s Multiplicity Thesis, „Religions” (2021) nr 12., DOI: 10.3390/rel12060399.
Calvin J., The Institutes of Christian Religion, wyd. Calvin Translation Society, [s. l.] 1845.
Campion E., Ten Reasons, Proposed To His Adversaries For Disputation In The Name Of The Faith¸ Project Gutenberg 2004, www.gutenberg.org/ebooks/13133.
Cobbett W., Historyja Reformy Protestanckiej w Angliji i Irlandyji, Poznań 1877.
Dalleur P., Fatima Pictures and Testimonials: in-depth Analysis, „Scientia et Fides” (2021) nr 9, DOI: 10.12775/SetF.2021.001.
Dei Filius, konstytucja dogmatyczna I Soboru Watykańskiego.
Duhem P. M. The aim and structure of physical theory, Princeton University Press, Princeton 1954.
Hume D., Enquiry Concerning Human Understanding, Project Gutenberg 2006, www.gutenberg.org/ebooks/9662.
Lakatos I., Criticism and the Methodology of Scientific Research Programmes. Proceedings of the Aristotelian Society, (1969) nr 1, s. 149–186, DOI: 10.1093/aristotelian/69.1.149.
Lisicki P., Luter: Ciemna strona rewolucji, wyd. Fronda, Warszawa 2017.
Newton I., Philosophiae Naturalis Principia Mathematica, General Scholium.
Popper K. R., Conjectures and Refutations, Basic Books, New York, 1962.
Rothbard M., The Scottish Enlightenment and Presbyterianism. An Austrian Perspective on the History of Economic Thought, vol. 1, Economic Thought Before Adam Smith 1995.
Sales F. de, The Catholic Controversy, wyd. Burns and Oates; Benziger–Londyn–New York 1909.
Storni M., Maupertuis’s Principle of Least Action: Epistemology and Metaphysics, (2019) 11(1), DOI: 10.6092/issn.2421-4124/9029.
Tillotson J., The Hazard of Being Saved in the Church of Rome, [w:] The Works of the Most Reverend Dr. John Tillotson, Londyn 1696.
Zawistowski K. (2), Porządek i przygodność, wyd. własne 2023; www.kzaw.pl.
Zawistowski K. Cud Słońca według metody naukowej, Fatima 2023. Z Fatimą w przyszłość, wyd. Apostolicum, Zakopane–Ząbki 2022, (praca dostępna też na www.kzaw.pl).
Dodaj komentarz